czwartek, 17 marca 2011

PSYCHOTEST:)

PSYCHOTEST DOXY –
JAKIM FANATYKIEM JESTEŚ?

1.       Czy Twoim zdaniem należy rozmawiać z osobą niewierzącą na temat polityki i społeczeństwa? [TAK – 0, NIE – 1]
2.       Czy Twoim zdaniem każdy zna jakąś część prawdy i zawsze można się czegoś od kogoś nauczyć?  [TAK – 0, NIE – 1]
3.       Czy powstrzymałbyś się od uderzenia osoby, która robiłaby coś, co przekracza wszelkie granice (np. sikała na kościół), a obok nie byłoby policji lub innych służb publicznych? [TAK – 0, NIE – 1]
4.       Czy wchodzisz w dyskusję, gdy ktoś w twojej obecności zaczyna głosić znacząco odmienne przekonania od twoich? [TAK – 1, NIE – 0]
5.       Czy uważasz, że w społeczeństwie ważne jest posiadanie własnego światopoglądu? [TAK – 1, NIE – 0]
6.       Czy posiadasz trwały autorytet, do którego odwołujesz się w problemowych kwestiach? [TAK – 1, NIE – 0]
7.       Czy uważasz, że każdy pogląd uchwytuje jakąś część prawdy i pod tym względem jest tak samo dobry jak inne? [TAK – 1, NIE – 0]
8.       Czy uważasz, że lepiej skupić się na praktyce i działać niż spierać się co do poglądów? [TAK – 1, NIE – 0]
9.       Czy uważasz, że w miłości nieistotne jest czy podzielamy tą samą wiarę, przekonania itd? [TAK – 1, NIE – 0]

PYTANIE
WYNIK
PYTANIE
WYNIK
PYTANIE
WYNIK
PRZEWAGA
1

2

3


4

5

6


7

8

9



Podlicz punkty! W tabelce w polach „wynik” po prawej stronie z numerami pytań wpisz odpowiednią dla każdej odpowiedzi TAK lub NIE. W polu przewaga wpisz tę liczbę (0 lub 1), która pojawia się częściej jako wynik w danym wierszu tabeli.
Trzy liczby z pola Przewaga czytanie od góry do dołu stanowią ostateczny wynik testu. Sprawdź teraz kim jesteś:
0,0,0 – cyniczny konformista
0,0,1 – tumiwistyczny oportunista
0,1,0 – zdrowy fundamentalista
0,1,1 – ugodowy radykał
1,0,0 – zaślepiony fanatyk
1,0,1 – integralistyczny postmodernista
1,1,0 – dogmatyczny fanatyk
1,1,1 – niepoprawny idealista

Wyjaśnienia odpowiedzi:

Cyniczny konformista – w sumie Twoje odpowiedzi mówią tylko tyle, że nie ma w Twoim życiu nic istotnego. Możliwe, że nawet nie wiesz po co żyjesz, nie czujesz się z niczym związany, a wszystko uważasz za badziewie i wymysł nie warte Twojej uwagi. Coraz więcej jest takich osób jak Ty – szukają, ale nie wiadomo czego, zarazem nie boją się o przyszłość. Oby w pewnym momencie nie zabrakło Ci pewności siebie i poczucia własnej tożsamości!
ODPOWIEDNIK: Diogenes z Cyreny
Tumiwisistyczny oportunista – posiadasz pewien światopogląd, jednak naginasz go w każdej kryzysowej sytuacji. Nie masz do końca sprecyzowanego celu w życiu, choć chcesz „żyć dobrze”. Z drugiej strony uważasz, że nie do końca wiadomo, co jest dobre, bo nie ma w tej sprawie konsensusu, więc właściwie każdy indywidualnie musi to sobie ustalić. Stwierdzasz bardzo często, że nie ma co debatować i trzeba działać, czasem dość ostro. Oby tylko nie zagroziło Ci ostre wejście na barykady i „budowa dróg i mostów” za wszelką cenę!
ODPOWIEDNIK: John F. Kennedy
Zdrowy fundamentalista – posiadasz trwałe poglądy i uważasz, że są bliskie prawdy ze względu na ufność pokładaną w autorytecie, który jest podstawą większości Twoich przekonań. Z drugiej strony nie narzucasz siłą swojego światopoglądu dostrzegając różnorodność, a zarazem zawsze jesteś gotów zarzucić przeciwnika stosem racjonalnych argumentów. Pamiętaj jednak, że czasem może zabraknąć Ci tej dozy tolerancji lub radykalizmu, szczególnie w momentach słabości!
ODPOWIEDNIK: Winston Churchill
Ugodowy Radykał – masz twarde poglądy, które opierasz na trwałych korzeniach, z drugiej strony w Twoje serce sączy się postmodernistyczna posoka, mówiąca Ci że nie możesz narzucać swego obrazu świata i że, mimo wszystko, jest on nie do końca właściwy. Czasem ta chęć do poznania innych prowadzi do utraty wiary we własne siły i przekonania. Ponadto coraz bardziej naginasz własne idee do prostego pragmatyzmu… Uważaj, by nie stać się zbytnim oportunistą!
ODPOWIEDNIK: Michaił Gorbaczow
Zaślepiony Fanatyk – jesteś osobą totalnie poddaną ideologii tak bardzo, że Twoja wiara jest aż godna podziwu. Sam dla siebie jesteś autorytetem, ewentualnie czerpiesz ze swoich źródeł, zawsze jednak poddając je własnej ocenie i „filtrowi”. Nie dostrzegasz wartości innych światopoglądów uznając je za fałszywe. Nie debatujesz, bo nie ma po co. Nie jesteś już jednak zmęczony? Szczypta krytycyzmu mogłaby uzdrowić sytuację!
ODPOWIEDNIK: Feliks Dzierżyński
Integralistyczny Postmodernista – masz twarde poglądy, których za nic się nie wyrzekniesz. W imię pragmatyzmu narzucisz je każdemu, nawet siłą. Z drugiej strony uważasz, że jest wiele różnych punktów widzenia i każdy z pewnej strony jest dobry, jednak wszystko zależy od ich skuteczności (a nie ma wątpliwości, że Twój jest najskuteczniejszy) Ponadto, w owym relatywizmie siedzisz tak głęboko, że nie bierzesz pod uwagę tego, że coś może być nieskuteczne a zarazem prawdziwe (w Twoim rozumieniu „skuteczności”). Twoja postawa jest z jednej strony mądra, ale z drugiej może przerodzić się w nietolerancyjny kult tolerancji, a w imię pragmatyzmu doprowadzić do poważnych błędów!
ODPOWIEDNIK: Al Gore
Dogmatyczny Fanatyk – Wierzysz w bardzo konkretne sprawy i gotów jesteś oddać za nie życie.  Wręcz uważasz, że brak wiary w te sprawy doprowadzi do zguby drugiego, dlatego jesteś gotów narzucić każdemu swój światopogląd, bez względu na środki. Co właściwe, jesteś czasem krytyczny i szukasz racjonalnych argumentów, choć nie szukasz ich w innych poglądach ani w debacie z innymi stanowiskami. Twoja postawa może jednak okazać się zgubna dla Ciebie w bardzo zróżnicowanym pod względem światopoglądowym świecie. Może zaprowadzić Cię do wyobcowania!
ODPOWIEDNIK: August Comte
Niepoprawny Idealista: masz swoje poglądy, bardzo dobrze ugruntowane, racjonalne. Uważasz, że znasz prawdę, jednak inni też znają część prawdy i mogą cię czasem nawet nią „ubogacić”. Wierzysz, że możliwe jest powszechne zjednoczenie ludzkości w miłości i szczęściu, a te poglądy nawet nie są tak ważne. Czy jednak nie za dużo w tym idealizmu i oderwania od życia? Możesz, przez swoje twarde dążenia do jedności, zabrać innym wolność!
ODPOWIEDNIK: John Lennon

Psychotest został opracowany na podstawie testu patriotycznego "Pressji", wykonanego przez Wojciecha Czabanowskiego. Jest on dostępny na niniejszej stronie: http://www.pressje.org.pl/index.php?action=detail&article_id=582

sobota, 12 marca 2011

Anonimowość - domniemane przyczyny

Podczas ostatniego spotkania doszliśmy do wielu wniosków, które jednak nie do końca pasowały do tego, co sam przed tym spotkaniem (i po nim) myślałem na temat przyczyn anonimowości.

Wspominaliśmy bowiem kilkakrotnie o pozytywnej stronie samotności, że to nie jest wcale tak źle, że czasem trzeba pobyć samemu, no i że wtedy dopiero uruchamiamy refleksję nad sobą i swoim życiem - że w takiej samotności możemy o wiele łatwiej spotkać siebie i Boga.
Oczywiście, nie jest to fałszywe, jednak wydaje mi się, że bycie samotnym to nie to samo, co bycie samemu. Samotność kojarzy mi się bardzo z czymś negatywnym, ze stanem w którym wszyscy ludzie są mi obcy, nie znają mnie, a co więcej - nie dążą do tego, by stać się moim przyjacielem, nie interesuje ich nic we mnie, w moim życiu, chyba że przynosi im to korzyść. Dlatego też nawet bogaci ludzie mogą być samotnikami, bardzo nieszczęśliwymi ludźmi.
Bycie samemu to stan w którym człowiek musi wycofać się ze środowiska ludzi, aby chwilę pobyć ze sobą, aby skupić się na sobie, aby się wyciszyć i zastanowić.
Samotność jest związana w tym przypadku z alienacją - samotny nie wybiera tego, by być samotnym - jest on wy-obcowany przez innych. Bycie samym (samość:) wręcz przeciwnie - kojarzy się z człowiekiem, który dąży do oderwania się przez chwilę od mnóstwa przyjaciół, którzy go otaczają, bądź z pragnienia pobycia z Bogiem, które - jak sądzę - bierze się z miłości i wiary, a więc czegoś pozytywnego.

Samotność jest, moim zdaniem, bezpośrednią przyczyną coraz większej anonimowości. Ludzie samotni boją się innych, boją się przekroczyć pewną barierę, za którą inność się kończy. Ten lęk powoduje, że anonimowość się zwiększa - anonimowość, czyli brak wiedzy o innych i brak wiedzy innych o tobie. Nie ma zaufania, wyciągnięcia dłoni, przyjaźni - to nie ma mowy o od-obcowaniu innego człowieka. Zostaje wy-obcowanie.

Druga sprawa jaką chciałbym poruszyć, to kwestia wolności, a raczej jej braku. Dlaczego uważam, że wielu ludzi w Polsce nie ma wolności? Mają złą jej wizję, podążają za czymś co jest mitem, a nie realizacją prawdziwej wolności człowieka.
Jest tak dlatego, że liberalna antropologia stawia w centrum moje pragnienia i dążenia - tzw. wolność negatywna pozwala mi działać dotąd, aż nie naruszę granic wolności drugiej osoby, granic nieszkodzenia innym. Jednostka powinna mieć prawo powiedzieć i zrobić wszystko, pod warunkiem, iż nie wyrządza szkody innym. Tak dzisiaj myśli się o wolności - i tutaj, moim zdaniem, paradoksalnie tkwi źródło indywidualizmu, a co za tym idzie - anonimowości i następnie: alienacji.

Jak?
1. Człowiek dąży do tego, czego pragnie, aż dotąd dokąd nie skrzywdzi drugiego.
2a. Prowadzi to do indywidualizm, czy też atomizmu społecznego - ludzie nie widzą, że są częścią większej całości, społeczeństwa, którego nie mogą traktować jak czegoś nieistniejącego lub obcego. Nie widzą, że mogą zrobić coś dla innych, obawiając się że mogą naruszyć prywatną przestrzeń.
2b. Brak obiektywnej wiedzy o całym świecie, a tak naprawdę często brak elementarnej wiedzy doprowadza do tego, że popełnia błąd i jego "wolność" prowadzi go na manowce (np. sięga po pornografię, sądząc że nikomu nie szkodzi - ale przecież ktoś musiał w tych filmach występować, nie sądzę by z wyboru).
3. Na manowcach ciężko się odnaleźć - zło powoduje wykluczenie społeczne, ludzie nie chcą już akceptować, a czasem nawet tolerować osobnika, który gubi się na swojej drodze życiowej. Stąd: anonimowość, która wchodzi jak wąż, burząc podstawowe zaufanie społeczne. I stąd alienacja, totalne wyobcowanie, niezrozumienie, które w naszych czasach prowadzi niestety bardzo często do samobójstwa.

To tyle. Nie jestem ani za indywidualizmem, ani za liberalizmem. Liczę na głosy przeciwne!

piątek, 11 marca 2011

Jan Paweł II, Centessimus Annus, 46


„Kościół nie zamyka bynajmniej oczu na niebezpieczeństwo fanatyzmu czy fundamentalizmu tych ludzi, którzy w imię ideologii uważającej się za naukową albo religijną czują się uprawnieni do narzucania innym własnej koncepcji prawdy i dobra. Prawda chrześcijańska do tej kategorii nie należy. Nie będąc ideologią, wiara chrześcijańska nie sądzi, by mogła ująć w sztywny schemat tak bardzo różnorodną rzeczywistość społeczno-polityczną i uznaje, że życie ludzkie w historii realizuje się na różne sposoby, które bynajmniej nie są doskonałe. Tak więc metodą Kościoła jest poszanowanie wolności przy niezmiennym uznawaniu transcendentnej godności osoby ludzkiej”.

Tekst na spotkanie 14.03.2011 :)

środa, 2 marca 2011

POPsychologii czyli psychologia w stylu POP!

dobry wieczór Dyskutancie,jak się dziś czujesz:P?

-spokojnie,nie będziemy już zadawać tego typu pytań-terapia zakosztowana na ostatnim spotkaniu z pewnością wystarczy na długo;)

zajmowaliśmy się-jak po nagłówku łatwo się domyślić-kwestią pozycji psychologii(oraz psychoterapii)w dzisiejszym,nerwicogennym,świecie.

zastanawialiśmy się,czym jest psychologia. rozważaliśmy naukowość tej dziedziny poznania. pytaliśmy,czy może być w ogóle użyteczna. w końcu-osobiście,na ile wierzymy w jej działanie,jako gabinetowej psychoterapii?-nie było tu pełnej zgodności,wydawało się,że szanujemy i jesteśmy sceptyczni w stosunku do tej nauki równocześnie. a może to właśnie odpowiednia postawa wobec jakiejkolwiek dziedziny badań...?

położyliśmy nacisk na odróżnienie tych kilku podstawowych,a mylonych często terminów-psychologia,psychoterapia,psychiatria. wytyczyliśmy pewien zarys różnic pomiędzy chorobą psychiczną i zaburzeniem. nieuchronne było pytanie o genezę tychże(część opowiedziała się za szczególnym przewrażliwieniem współczesnego człowieka na punkcie swej kondycji psychicznej,ale raczej jasne było,że choroba psychiczna-to nie wymysł XX/XXI wieku;]).

pośród ciekawych wątków,jakie nasuwały się same przez się,ważna była kwestia wzajemnej relacji religii/wiary i psychologii-czy wykluczają się one? czy może zastępują? czy jest szansa na ich pokojowe współistnienie lub-...może jednak!-współdziałanie na rzecz dobra człowieka??-zauważyliśmy masę niebezpieczeństw,w jakie można się tu uwikłać(co zdarza się nad wyraz często),granica pomiędzy kompetencjami tych sfer życia ludzkiego wydaje się bowiem bardzo płynna... niemniej,zdecydowaliśmy,że wymaga refleksji i zaznaczenia,aby np.duchowości nie pomylić z psychiką(i odwrotnie),a wiary-wyłącznie z zaspakajaniem potrzeb.

przeprowadziwszy mini-terapię w parach(po krótkim szkoleniu-w przypadku 'terapeutów' i wyimaginowaniu problemu-u 'pacjentów),podzieliliśmy się doświadczeniami,które miały nas powieść w stronę stwierdzenia,że terapeutą może być zasadniczo każdy dobry słuchacz. pop-terapeutą. dało to zaczątek do poruszenia tematu wszechobecności psychologii i jej trywializacji. niezaznajomionym polecamy http://www.krolartur.com/

zakończyliśmy,zataczając krąg-od genezy i potrzeby psychologii do jej różnorodności,przyszłości i newralgicznej naukowości. starałam się pokazać,że jako dziedzina nauki,psychologia może być godna zaufania i użyteczna. oczywiście,jest to pewien potencjał,który łatwo źle wykorzystać. POPizacja na pewno jest ku temu genialnym sposobem.

zanim zaproszę do debaty,czym dla Was jest psychologia,jak widzicie jej rolę we współczesnym świecie,czy przemawia do Was jej naukowość i jakie niebezpieczeństwa nieść ze sobą może(zwłaszcza w wydaniu amatorskim)-polecam świetny artykuł Sławomira Murawca o tym,co to znaczy ŹLE uprawiać psychologię http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=101
-bardzo warto się zapoznać! wypowiedzieć także bardzo warto:)

środa, 26 stycznia 2011

nie(o)źle o złu

witajcie,nieźli bloggerzy;)

zacznę od stwierdzenia,że ostatnie spotkanie wydaje mi się zasadniczo niepodsumowywalne:P

-bo zaczęliśmy niby w sposób uporządkowany i do tekstów, a raczej linków
http://www.prisonexp.org/polski/
http://w451.wrzuta.pl/pli...x/dswu_24.01.11

http://w397.wrzuta.pl/plik/7Cj02hzRXSw/zlo
nawiązujący, od krótkiego przedstawienia Stanfordzkiego eksperymentu więziennego[w którym kilkadziesięciu młodych studentów wcielało się w role strażników i więźniów nieco nazbyt skutecznie...] oraz odczytania wiersza Różewicza, a potem rozpętało się intelektualne piekło;]

wstęp miał być kontrowersyjny. bo też-pomyśleliśmy sobie-kto z nas nie wierzy w zasadniczo dobrą ludzką naturę...?-jak się okazało, nie tylko Różewicz, Zimbardo i kilku forumowiczów(którym 'ukradliśmy' opinie, aby się do głosu społęczeństwa odnieść) miało co do tak optymistycznego założenia zastrzeżenia. najsilniejszym głosem sceptycyzmu wobec niego był postulat o swoistym 'złu oczywistym', nieutożsamialnym z prostym brakiem dobra, które zaobserwować można nie tylko(ale jak najbardziej, także) na przykładzie wojen i ich tyranów...

zatem, z jednej strony 'bardzo dobre' dzieło Boże, stworzone na Jego obraz i podobieństwo, zdolne do altruistycznych pobudek, choć może czasem zagubione(głupie? grzeszne?), a z drugiej-może po prostu urodzony egoista?-może rzeczywiście posiadamy ów 'okruch zła' w duszy?
jak to jest, że wyrzeczenia kosztują nas tyle pracy nad sobą, a rodzimy się z roszczeniami i dbać o siebie w zasadzie uczyć(większości z) nas nie trzeba?

inną kwestią pozostaje pytanie o możliwość jakiejkolwiek dyskusji na temat natury(którą-jak się okazało-każdy rozumie nieco inaczej;]) człowieka, kiedy cała moralność ściśle łączy się ze wzrastaniem w konkretnej kulturze.[czym innym będzie zemsta dla nowoczesnego Europejczyka, czym innym-dla rdzennego mieszkańca Czadu]. zatem czy trzeba szukać wychowanego wśród małp współczesnego Tarzana, aby wypowiedzieć się o tym, co z natury jest nam (za)dane?

tu pozwolę sobie wtrącić własne 3grosze:) od razu zaznaczam, że w kwestii ludzkiej natury(i paru innych) zapewne wyjdę na naiwniaka lub-delikatniej ujmując-hurra-optymistkę;]
...bo mnie się jednak wydaje, że człowiek jest dobry z natury(rozumianej jako jego powołanie; myśl, która przyświecała przy powstawaniu i kierunek, jaki jego osobie został nadany, aby go rozwinąć). nie potrafię się zgodzić na żadne inne wytłumaczenie, niż to, że zostaliśmy stworzeni jako dobre(bardzo dobre) odbicia Najlepszego. wiążę swoje rozumienie z koncepcją dobra jako braku zła-jedyną, która wydaje mi się racjonalnie tłumaczyć jego(zła) istnienie na świecie... stworzonym przez Czystą Dobroć;] wolność, od początku nam towarzysząca, stała się dla możliwością dobrowolnego opowiedzenia się po stronie dobra... a to, że nieraz wybieramy 'tę drugą opcję'-to nasze prawo... poniekąd przekleństwo... i furtka do zaistnienia zła na świecie. co nie zmienia faktu, że w zamyśle powstaliśmy 'bardzo dobrzy' i pierwiastek tej tendencji można odszukać w każdej-może poza niektórymi chorymi-jednostce. świadczy o tym uniwersalność poczucia winy/wyrzutów sumienia. że po różnych uczynkach się ujawniające-kwestia wspomnianej zależności od kultury(w tym specyficznej moralności).

zanim oddam głos do studia-cytat. żeby nie było, że tylko ja taka naiwna-z samego Fromma;):
'Wykazaliśmy, że człowiek nie jest zły z konieczności, ale że staje się zły, jeżeli zabraknie odpowiednich środków do jego wzrostu i rozwoju. Zło nie ma swego własnego, niezależnego bytu, stanowi ono tylko nieobecność dobra, powstaje w wyniku klęski poniesionej w procesie realizacji własnego życia' ['Niech się stanie człowiek']

a jakie jest Wasze zdanie na temat człowieka?
zapraszam do zgody i niezgody:)

środa, 19 stycznia 2011

Racjonalność wiary?

Cóż, pewnie po poniedziałkowej debacie macie dosyć, z drugiej strony - uważacie, za profesorem Woleńskim, że wiara może być racjonalna jedynie z praktycznego punktu widzenia (w sumie opłaca się wierzyć, jak pokazał Pascal w swoim słynnym Zakładzie!). Natomiast nie da się jej inaczej uzasadnić, nie ma żadnych środków do tego, by znaleźć racjonalne (zrozumiałe i do przyjęcia przez wszystkich) uzasadnienie dla mojego przekonania w prawdziwość zdania "Bóg istnieje".

Otóż, chciałbym Wam powiedzieć, że jednak ksiądz Wszołek - moim skromnym zdaniem - miał rację (co nie zmienia faktu, że rzeczywiście debatę przegrał, ale to właśnie ze względów praktycznych - trudno przegadać zaprawionego w bojach profesora).

Ponadto, na potwierdzenie mojej tezy mogę odwołać się do Nauczania Kościoła:
KKK 36 "Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy" (Sobór Watykański I: DS 3004; por. 3026; Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 6).
Bez tej zdolności człowiek nie mógłby przyjąć Objawienia Bożego. Człowiek posiada tę zdolność, ponieważ jest stworzony "na obraz Boży" (Por. Rdz 1, 27).

Zacznę jednak od pokazania jakie są nieracjonalne metody uzasadniania istnienia Boga. I tak na przykład będzie to intuicja ("Ja po prostu czuję, że on jest!"), objawienie w potocznym sensie ("Widziałem Go, ukazał mi się wtedy i wtedy" lub "Doznałem uzdrowienia"), zdanie autorytetu ("Ksiądz powiedział, że Bozia istnieje")... Wiele by takich przykładów wymieniać.

No dobra, zapyta ktoś teraz, po co w ogóle uzasadniać istnienie Boga? No cóż, odwołujemy się teraz do poniższego pisma:
Pierwszy list św. Piotra (3,15): "Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest."

Ksiądz Wszołek chciał pokazać, że tym sposobem "uzasadniania nadziei" jest ABDUKCJA, czy też mówiąc językiem polskich logików: rozumowanie redukcyjne. Wygląda ono tak:

1. Jest mokro ---> musiało zdarzyć się coś, co to sprawiło ---> jeśli jest mokro, to pewnie sprawił to deszcz ---> WNIOSEK:  padał deszcz.

Przekładając to na język dotyczący Boga:

2. Żyję i myślę ---> Ktoś musiał się do tego przyczynić ---> Dotyczy to rodziców, i ich rodziców, i ich rodziców itd. ---> Pierwszych ludzi coś stworzyło ---> Człowiek jest tak niezwykły, że nie mogły to być przyczyny naturalne, w sumie to samo dotyczy całego świata ---> Doskonały Bóg stworzył człowieka i świat --->  WNIOSEK: Bóg istnieje.

Łatwo zauważyć zawodność tego rozumowania - w pierwszym przypadku mógł przejechać beczkowóz lub polewaczka. W drugim Stwórca wcale nie musi być dobry, doskonały (o tym już w następnym spotkaniu DOXY:)). Jednak nie znaczy to, że jest ono nieracjonalne! Każdy je rozumie, może co najwyżej podważyć przesłanki, założenia. W wierze nie chodzi jednak o to, by kogoś do tego przekonywać. Jeśli ktoś nie chce uwierzyć, to jest to jego prywatna sprawa, jego przekonania i wiara. Praktyka, działanie pokażą kto popełnia błąd, kto przyjął błędne założenia. Ale nie "walczmy" o rację, nie ma o co... Lepiej wynieść coś mądrego z rozmowy niż kłócić się o pojęcia.

Jak powiedział kiedyś Jan XXIII do swojego rozmówcy, marksistowskiego dziennikarza - "dzielą nas TYLKO poglądy".


Tutaj macie linki do fragmentów książek naszych gości z  poniedziałkowej debaty:
http://grzymianie.wrzuta.pl/plik/644asHiiYwT/wolenski
http://grzymianie.wrzuta.pl/plik/2dfg9utNmZN/wszolek

wtorek, 11 stycznia 2011

in in-vitro

Witajcie.
Na ostatnim spotkaniu Doxy zastanawialiśmy się nad zagadnieniem in-vitro. Szukaliśmy argumentów za i przeciw; pytaliśmy się o pozytywne i negatywne aspekty sztucznego zapłodnienia.

Mam nadzieję, że w głowach dyskusja toczy się Wam dalej, i - choć wiele sobie wyjaśnialiśmy - jest jeszcze sporo do rozważenia...

Serdecznie polecam artykuł o nieco szerszej perspektywie, ale niemniej wartościowy i przygotowujący grunt dla dalszych poszukiwań w tym temacie: http://mateusz.pl/wdrodze/nr421/03.htm